Zapraszam miły Gościu! Kawy,herbaty,a może odrobinę whisky....
Czasem zdarzają się rzeczy,które zaskakują nas całkowicie...jesteśmy wtedy jak dzieci nieporadni...
Następnego dnia po przylocie do Shanghaju,pełna zachwytu wrażeń,których nawet nie byłam w stanie na bieżąco przetrawiać...roześmiana...odebrałam telefon z Polski...
Pośród gwarnego miasta
na Dalekim Wschodzie
przekrzykują się sprzedawcy
i skośnoocy przechodnie
Tętni chińska ulica
taką pełnią życia
Różnorodność,kolory,neony
i wspaniałe czerwone lampiony
się kołyszą...
Tam dostałam wiadomość...
i wszystko zamarło i stało się ciszą...
Tylko myśl do bólu ostra
--- zmarła---nie żyje---twoja siostra---
Do szoku uczucie bezradności...wyjazd na pogrzeb nie wykonalny...
Przede mną były dwa tygodnie w egzotycznym kraju z bliskimi...i myśli o nagłej śmierci mojej siostry,o tym,że powinnam być tam...
MUSIAŁAM to wszystko pogodzić...
Pierwszego dnia obejrzeliśmy tylko nowoczesne centrum Shanghaju,żeby nasze organizmy przywykły do innego świata,czasu,klimatu.Na długi obiad pojechaliśmy do wspomnianej obrotowej restauracji na 45piętrze.Ten obrót jest nieodczuwalny,dopiero jak się przypatruje stojącej środkowej platformie.W wielu restauracjach jest popularny chiński bufet,tam też tak było,czyli wszystkie potrawy;zimne i ciepłe,przystawki,przekąski,surówki,owoce,desery i ciasta są w cenie jednego wykupionego"bufetu".Bierze się talerz i samoobsługa - co,ile i jak długo ma się ochotę jeść...Byliśmy dwie godziny,może trochę więcej,obejrzeliśmy z góry panoramę miasta...wieżowce,wieżowce,cóż tylu ich gdzieś musza się pomieścić:)
Spacerowaliśmy potem, podziwiając te drapacze chmur,a na ten najwyższy "otwieracz" wjechaliśmy następnego dnia - setne piętro,szyby i podłoga ze szkła!Całe szczęście,że dwa pasy były z czarnego szkła i ja tylko po nich chodziłam. Potem odpoczynek w parku i beztroskie cieszenie się rodziną.Ciepło było,nawet bardzo,ale słońce bardziej odczuwalne niż widziane - niestety SMOG!
Poruszaliśmy się wynajętym samochodem z kierowcą albo dwiema taxi,te środki transportu nie sa drogie,no przynajmniej dla tych zarabiających lepiej.Przeciętny Chińczyk nie może tak po prostu mieć samochodu,o tym napiszę innym razem to szerszy temat.
Jeszcze dodam,że pierwszego dnia nie odczuliśmy tak bardzo różnicy czasu,za to następnego dnia pozwolili nam się wyspać,niestety nie do końca,bo na pół przytomnych wywalili nas z łóżek...o pierwszej po południu!
Gorąco Was pozdrawiam:)))
Dzięki mojej najstarszej córce,która wyjechała z rodziną na kilka lat do Chin,miałam niepowtarzalną okazję,aby polecieć do dalekiej Azji,w dodatku firma zięcia pokrywała koszty podróży - na jedną osobę w obie strony około 900 funtów.Potrzebne były także zaproszenia od córki i zięcia,że będą nas karmić i odpowiednio ubezpieczać.W tą podróż poleciałam w towarzystwie dwóch pozostałych córek,więc czułam się pewniej.Sen z powiek spędzało mi ogromne lotnisko Heathrow,gdzie mieliśmy przesiadkę,zresztą ostatnią noc to wogóle tylko udawałam,że śpię.Wysadzono nas jednak w odpowiednim terminalu i poszło dobrze,nie licząc tego,że do naszej bramki samolotowej trzeba było zjechać windą dwa piętra w dół,aby wsiąść w metro,pojechać kilka przystanków,potem trzema długimi ruchomymi schodami w górę no i tam już między innymi była nasza bramka C53.Przeleciałam prawie pół kuli,a lot mogłam śledzić na ekranie za pośrednictwem satelity.To był mój pierwszy taki długi kilkunastogodzinny lot,ale urozmaicony posiłkami,napojami,a odchylany fotel z przytulnym kocykiem i poduszką dopełniały komfortu.Przeskoczyliśmy ośmiogodzinną różnicę w czasie i wylądowaliśmy w Shanghaju.Przed lądowaniem dostaliśmy odpowiednie karty do szczegółowego wypełnienia danych naszych i tych osób u których będziemy przebywać.Część karty została zabrana na lotnisku,a druga część trzeba było oddać przy odlocie.Na lotnisku czekała już uszczęśliwiona naszym przylotem córka,powitanie i w drogę do ich chińskiego domu,a tam czułe spotkanie z moimi wnuczkami,które ostatnio widywały mnie tylko w czarodziejskim okienku komputera.Ich apartament mieści się na 24tym piętrze!Całe szczęście ma całkiem sporą płaszczyznę 250m,więc nie czułam tej wysokości.Nasze dwa tygodnie w Chinach spędziliśmy bardzo intensywnie,zaczynając od razu w dniu przylotu.Mieliśmy przecież tyle do zobaczenia...
O tym,co widzieliśmy nie da się opowiedzieć w kilku zdaniach,ciagle jeszcze segreguję zdjęcia,zdarzenia i przetwarzam dane w mojej głowie...ciąg dalszy będzie...
No i Serdecznie Was Pozdrawiam,bo puki co słabo jeszcze odwiedzam - buziaki


Chiny to mieszanka wielkiego świata z wielkim ubóstwem,przepychu z nędzą.Często można zobaczyć te dwa światy razem,splecione ze sobą.
W Shanghaju byliśmy w oszlonej,obrotowej restauracji na 45 piętrze.Podczas 2 godzinnego posiłku obejrzeliśmy całą panoramę miasta.






To tyle na dziś,jeszcze sortuję zdjęcia,aby było jakoś tematycznie,a dzisiaj wrzuciłam trochę wszystkiego:)
Miłego wekeendu kochani,a ja do pracy
![:-] :-]](http://i.wp.pl/a/i/blog/emot/smile23.gif)
Wróciłam! Cała,zdrowa,szczęśliwa,bogatsza o nowe wrażenia.Ciągle trochę oszołomiona po tak intensywnym urlopie i różnicy w czasie.

To Imperium w Pekinie.Oryginalna nazwa - Zijincheng,budowany od 1406 - 1420r.Wszystkie lustrzane pałace zajmują powierzchnię prawie 1km 2 Przewodniczka powiedziała,że w pałacach jest tyle pokoi,że gdyby Cesarz chciał przespać się jedną noc we wszystkich pokojach wszystkich pałaców to zajęłoby mu to 27lat! W Imperium urzędowało 24 Cesarzy,a po wygnaniu ostatniego w 1925 zostało całkowicie otwarte.
Ciąg dalszy jutro,pozdrawiam wszystkich serdecznie![:-] :-]](http://i.wp.pl/a/i/blog/emot/smile23.gif)
czwartek, 17 maja 2012
Licznik odwiedzin: 13 063 (wersja testowa)
| « maj » | ||||||
| pn | wt | śr | cz | pt | sb | nd |
|---|---|---|---|---|---|---|
| 01 | 02 | 03 | 04 | 05 | 06 | |
| 07 | 08 | 09 | 10 | 11 | 12 | 13 |
| 14 | 15 | 16 | 17 | 18 | 19 | 20 |
| 21 | 22 | 23 | 24 | 25 | 26 | 27 |
| 28 | 29 | 30 | 31 | |||
Mam na imię Maria.Jestem zwyczajną kobietą...Ścieżkami życia idę nieznanymi...Czasem zaskakuje mnie to życie...czasem zadziwia...ale nie przestaję się nim zachwycać!
Mój e-mail: szlosmanmaria@wp.pl
Zycie,to książka,która pisze się sama.Czy jesteśmy w stanie zaplanować nasze życie,czy też dzieje się coś poza nami...Czy
Wpisz szukaną frazę i kliknij Szukaj:
Wpisz swój adres e-mail aby otrzymywać info o nowym wpisie:
Możliwe, że dzień napełni Cię dobrym humorem. Możesz przez to wykazać się nadmierną gadatliwością i chęcią do zwierzeń lub wymiany informacji. Gorzej, gdy otoczenie nie zechce dyskutować na wybrane przez Ciebie tematy. Nie przejmuj się i poczekaj na lepszy czas